Słowiańskości do czytania

O pamiętnikach chłopek

Przed chwilą Kasandra (która pomaga mi w poszukiwaniach genealogicznych) dała znać, że znalazła akt urodzenia mojej prababci. Wynika z niego, że w 1922 roku moja chłopska rodzina spod Kielc była niepiśmienna.

To z kolei przywołało we mnie wspomnienie książki, która wywarła na mnie ogromne wrażenie. „Przepraszam za brzydkie pismo. Pamiętniki wiejskich kobiet” Antoniny Tosiek to naprawdę poruszająca lektura.

Myślę, że ta książka jest trochę odpowiedzią na „Chłopki” Joanny Kuciel-Frydryszak, której – choć to bardzo ważny reportaż o ogromnej sile oddziaływania – zarzucono stosowanie uproszczeń i ujednolicanie obrazu polskiej wsi (a przecież zróżnicowanie regionalnie było ogromne). I faktycznie, Tosiek stara się oddawać głos konkretnym kobietom, pokazując ich konkretne sytuacje, konkretne problemy. A cytowanie ich pamiętników to także bardzo silny środek wyrazu – nic nie stoi między nami (czytelnikami) a świadectwem wiejskich kobiet.

Oczywiście, autorki pamiętników też nie są idealnymi przedstawicielkami ludu – musiały umieć pisać i odznaczać się pewną dozą determinacji, by w ogóle odważyć się wysłać swój tekst na konkurs. Niektóre pisały w tajemnicy przed mężami i ojcami, inne zaniedbywały w tym cel sen. I już to dużo mówi o sytuacji kobiet na wsi.

Kobiety wsi nie miały zawodu, choć pracowały tak samo, jak ich mężowie, ojcowie czy bracia. Oni byli rolnikami. One – kobietami. Bez prawa do emerytury, bez zabezpieczeń prawnych i finansowych na czas ciąży.

Najbardziej wstrząsnęły mną pamiętniki z lat 90. – to przecież czas, która sama pamiętam, nie tak znowu odległy. Lata 90. wsi (i kobietom) przyniosły uwstecznienie. Zamykano szkoły, biblioteki i zakłady pracy, a także przychodnie, zakazano aborcji. Transport zbiorowy praktycznie przestał istnieć. Pamiętniki opisujące lata 90. na pierwszy rzut oka przypominają te sprzed stu lat – tak drastycznie zmieniła się systematycznie poprawiana w PRL–u sytuacja wsi. 

Oczywiście, zmiany zachodzące w PRL-u też były dalekie od ideału, a jednak kobiety często wskazują na szanse, które się wtedy pojawiły. Edukacja, działalność kulturalna czy po prostu opcja wyjazdu ze wsi i znalezienia innej pracy otwierały zupełnie nowe możliwości i pozwalały na podniesienie poziomu swojego życia. I to też jest coś, co sama pamiętam z opowieści mojego dziadka, który właśnie za PRL-u mógł wyrwać się ze swojej rodzinnej wsi.

Ta działalność kulturalna to kolejna skomplikowana kwestia. Tosiek zaznacza, że PRL wcale nie wspierał autentycznej kultury, szczerych form ekspresji. Władze miały swoją wizję folkloru i takiej oczekiwały od mieszkanek wsi. To wtedy zaczął się proces unifikacji polskiej kultury, który trwa do dziś.

Jeśli chodzi o aktualność, to podzielę się fragmentem pamiętnika Sabiny, która chciała na Kujawach założyć Klub Czytelnika: „My młodzi chcemy to nieść wsi, ale nie mamy gdzie się podziać. Nam trzeba świetlicy! Nie mamy lokalu”. Przy tym wpisie z 1948 roku zanotowałam: „W XXI wieku te same problemy w wielu miejscach”. 

I chyba to boli mnie w tej książce najbardziej. Że w ostatecznym rozrachunku wypływa z niej obraz zmarnowanych szans na poprawę sytuacji kobiet, szczególnie wiejskich. Oczywiście, dzisiaj żyjemy w nieporównywalnych warunkach, a jednak wciąż zamyka się szkoły, porodówki i ośrodki kulturalne. Kto na tym ucierpi najbardziej? Przecież nie ludzie z miast, a kobiety i dziewczęta z wsi oddalonych od dużych ośrodków.

I to też pewna ciekawa dla mnie myśl: im więcej wiem o przeszłości, tym więcej mam w sobie buntu dotyczącego teraźniejszości. Nasze zainteresowanie historią, dziedzictwem, folklorem – nic z tego nie jest zawieszone w próżni. Wszystko jest polityczne.

Antonina Tosiek, „Przepraszam za brzydkie pismo. Pamiętniki wiejskich kobiet”
Wydawnictwo Czarne
2025
#samakupiłam